2013-01-17

WH40K - Nowy zaciąg [4]

Ciąg dalszy korzystania z powoli kończącej się podaży figurek ze startera "Mroczna Zemsta":
  • 2x Taktyczni Marines (2x10szt.) - 2x30,00zł, 
  • przesyłka: 6,00zł.
Razem 66,00zł, czyli 3,30zł za figurkę (Allegro), ale to już koniec tanich figurek aniołów, bo najnowsze pozycje wydane razem z nowym kodeksem DA z całą pewnością tanie nie są...

2013-01-15

WARSZTAT - Projekt "Kompresor" [15]

PIERWSZA PRÓBA FUNKCJONOWANIA

Po podłączeniu przewodów tłocznych (agregat → odwadniacz → zawór zwrotny) oraz przewodu łączącego zawór zwrotny z odprężnikiem przy presostacie, mogłem wykonać pierwszą próbę. Wyjście na reduktor podłączyłem tymczasowo bezpośrednio do manometru, by kontrolować wzrost ciśnienia w układzie, natomiast napięcie sieciowe bezpośrednio do agregatu, więc sterownie odbywało się ręcznie (bez udziału presostatu) przez wpięcie bądź wypięcie z sieci.


Agregat włączył się bez problemu i zaczął tłoczyć powietrze. Jednak wskazówka na manometrze podniosła się tylko nieznacznie, a spod presostatu zaczęło syczeć uchodzące powietrze. Dalsza praca agregatu nie powodowała wzrostu ciśnienia. Bliższe oględziny wykazały, że powietrze wydostaje się z odprężnika i nie jest to spowodowane nieszczelnością podłączenia przewodu. Szybkie przeglądniecie forów internetowych pozwoliło stwierdzić, że mój przypadek nie jest odosobniony. Najczęściej wskazywaną przyczyną była niesprawność zaworu zwrotnego. Ta informacja mocno mnie zdruzgotała, bo w moim przypadku demontaż zaworu zwrotnego wiąże się z koniecznością wymontowania z obudowy całej armatury połączonej ze zbiornikiem (ze zbiornikiem włącznie).

Pierwszym pomysłem jaki przyszedł mi do głowy, było po prostu odcięcie wycieku, czyli rezygnacja z przewodu prowadzącego do odprężnika. Z tego co czytałem wiele osób nie ma zaworu zwrotnego i odprężnika, bo ich agregaty bez problemu włączają się przy ciśnieniu w przewodzie tłocznym. W każdym razie na pewno uruchomi się on bez ciśnienia, a brak wycieku pozwoli napełnić zbiornik. Niestety nie miałem korka 1/8", aby zaślepić wyjście na odprężnik w zaworze zwrotnym. Jedyne co przyszło mi do głowy, to zaciśniecie mocnym ściskiem śrubowym przewodu, co wcale nie było takie proste, bo czarny, poliamidowy przewód jest bardzo twardy. Nie udało się ścisnąć go całkowicie, ale na tyle mocno, że utrata powietrza była mniejsza niż wydajność agregatu. Ciśnienie na manometrze w końcu zaczęło rosnąć!

Radość trwała krótko, bo wraz ze wzrostem ciśnienia, wyciek robił się coraz większy. Przy ciśnieniu ~7 bar równoważył wydajność agregatu i ciśnienie przestało rosnąć. Wyłączenie agregatu nie powodowało przerwania wycieku powietrza z odprężnika. Co gorsza, powietrze nie zeszło jedynie z przewodu tłocznego, ale także powoli schodziło ze zbiornika do zera, czyli zawór zwrotny nie zamykał się (!). Zacząłem wierzyć w teorię o niesprawności zaworu zwrotnego. Próbę zakończyło spadnięcie przewodu tłocznego z króćca agregatu, które nastąpiło dość gwałtownie i głośno. Na szczęście przewód nigdzie nie poleciał, bo był przymocowany z drugiej strony do odwadniacza. Co ciekawe, tym razem zawór zwrotny trzymał ciśnienie w zbiorniku, ale co tu dużo pisać, pierwsza próba zakończyła się niepowodzeniem...

DRUGA PRÓBA FUNKCJONOWANIA

Do drugiej próby przystąpiłem już z podłączonym do sieci presostatem oraz założoną osłoną na przyłączu elektrycznym agregatu.


Istotną informacją z poprzedniej próby było to, że po zsunięciu się węża, zawór zwrotny zamknął się i trzymał powietrze w butli. Czyli gwałtowny (w sensie: odpowiednio duży) spadek ciśnienia przed zaworem (spowodowany spadnięciem węża) uszczelnił go. Schodzenie z butli powietrza do zera przewodem tłocznym było prawdopodobnie spowodowane tym, że różnica ciśnienia za i przed zaworem zwrotnym była za mała, by spowodować jego uszczelnienie.

Naczytawszy się jednak o tym, że przyczyną problemów jest niesprawny zawór zwrotny, poważnie potraktowałem informacje, że może on być uszkodzony. Nie mogłem go wykręcić, ale miałem możliwość kręcenia nim w dość sporym zakresie. Przekręciłem zawór tak, by kluczem nasadkowym odkręcić sześciokątny korek, w celu dostatnia się do jego wnętrza. Niestety nie byłem w stanie, mimo jakiegoś tam skontrowania szwedem, odkręcić korka 1/2 calową grzechotką. To bardzo zła wiadomość na przyszłość, bo jeśli zawór ten ulegnie uszkodzeniu lub zanieczyszczeniu, to nie będę w stanie go rozkręcić bez wyciągania z obudowy całej armatury wraz ze zbiornikiem. Cóż wychodzi na to, że trzeba było prewencyjnie rozkręcić zawór póki był jeszcze niezamontowany, ale szczerze mówiąc, to kto wpadłby na taki pomysł? Jedyne co mogłem zrobić to popatrzeć na gumową uszczelkę od strony podłączenia przewodu tłocznego. Guma wyglądała na świeżą (nie sparciałą), a naciskanie jej patyczkiem wywoływała właściwą reakcję znajdującej się pod nią sprężyny. Sprężyna nie jest za silna, więc w uszczelnieniu zaworu kluczową rolą odgrywa różnica ciśnień powodująca dociśnięcie uszczelki. Wychodzi na to, że zawór jest sprawny, ale dodatkowo zabezpieczyłem gumową uszczelkę przed starzeniem, psikając do środka silikon do uszczelek (bezpieczny dla gumy środek do konserwacji uszczelek drzwi samochodowych, wzięty prosto z garażu), co pozytywnie powinno wpłynąć na zarówno żywotność uszczelki, jak i szczelność zaworu.


Po skręceniu zaworu, obawiałem się o szczelność jego połączenia z kolektorem, gdyż podczas próby odkręcenia korka, wykręciłem zawór o około pół obrotu. Prawdą okazało się, to że poluzowanie połączenia uszczelnionego taśmą teflonową może spowodować jego rozszczelnienie. Delikatną nieszczelność połączenia nypel-trójnik (to połączenie rozkręciło się gdy wykręciłem zawór, bo połączenie zawór-nypel było widocznie silniej skręcone) objawiającą się syczeniem, udało się wyeliminować wkręcając nypel głębiej w trójnik (jednocześnie wykręcając go o tyle samo z zaworu zwrotnego). To znaczy jednym kluczem unieruchomiłem zawór zwrotny, a drugim kręciłem nypel, co powodowało jego wkręcanie się w trójnik, a wykręcanie się z zaworu. Na szczęście wykręcenie nypla z zaworu nie rozszczelniło połączenia. Gdyby tą metodą nie nie uszczelniłbym kolektora, to miałbym spory problem.

Po ponownym zamontowaniu przewodu tłocznego na tym razem oszlifowany grubym papierem ściernym króciec agregatu (w celu zwiększenia chropowatości, szlifowałem w kierunku prostopadłym do osi przewodu) oraz mocniejszym zaciśnięciu metalowych obejm, przeszedłem do wykonania kolejnej próby funkcjonowania. Niestety nieszczelność na odprężniku, nadal nie pozwalała na przekroczenie 7 barów, w związku z czym niemożliwe było ocenienie pracy presostatu. W zasadzie podczas tej próby ograniczyłem się do sprawdzenia szczelności armatury metodą środka pianotwórczego. Do tego celu użyłem płynu do mycia okiem, który aplikuje się w postaci piany. Próbę wykonałem oczywiście po odłączeniu napięcia, przy ciśnieniu ~7 bar w układzie. Nie stwierdziłem nieszczelności na połączeniach.

TRZECIA PRÓBA FUNKCJONOWANIA  /  REGULACJA PRESOSTATU  /
SPRAWDZENIE POPRAWNOŚCI DZIAŁANIA ZAWORU BEZPIECZEŃSTWA

Tym razem do próby przystąpiłem po zaślepieniu wyjścia na odprężnik z zaworu zwrotnego, zakupionym korkiem 1/8" (4zł).

Teraz mogłem zając się presostatem. Napełniając układ od zera, wyłącza on agregat przy ciśnieniu niespełna 8 bar, spadek ciśnienia (powodowany lekkim otwarciem zaworu odcinającego) powoduje zadziałanie presostatu polegające na włączeniu agregatu. Niestety kilka prób dowiodło, że nie zawsze się tak dzieje, a w zasadzie nie dzieje się tak w większości przypadków. Okazuje się, że mój agregat ma problem ze startem w przypadku ciśnienia w rurze tłocznej. Oznacza to, że zaślepienie korkiem nie jest żadnym rozwiązaniem i muszę doprowadzić do poprawnego działania odprężnika, czyli opróżniania przewodu tłocznego po każdym cyklu napełniania zbiornika.

Co do samego presostatu, to okazuje się, nastawy wyłączenia i włączenia są ze sobą powiązane. To znaczy nie ma możliwości osobnej regulacji włączenia i osobnej włączenia. Kręcąc śrubą regulacyjną schodzimy w dół z zakresem, albo idziemy w górę. Nastawa fabryczna to mniej więcej 8 / 6 bar (wyłączenie / włączenie). Ja wyregulowałem go na 7 / 5 bar, co powinno zmaksymalizować okresy między włączeniami agregatu. Pierwotnie planowałem 7 / 3 bar, ale w tej sytuacji nie jest to możliwe. Być może urządzenia innych producentów mają możliwość osobnej regulacji nastawy włączenia i włączenia.

Założenie korka pozwoliło mi także sprawdzić działanie zaworu bezpieczeństwa o nastawie 8 bar. W celu sprawdzenia zaworu, przesunąłem zakres działania presostatu w górę, by opóźnić wyłączenie agregatu. Początek otwarcia zaworu nastąpił niewiele powyżej 8 bar, natomiast wzrost ciśnienia w zbiorniku został zahamowany przy wartości 8,2 bara (otwarcie zaworu zrównoważyło wydajność agregatu). Przyrost ciśnienia jest na tyle mały, że zawór jedynie się uchyla upuszczając powietrze, nie dochodzi do pełnego otwarcia zaworu. Próba wykazała, że zawór jest jak najbardziej sprawny i zabezpiecza przed nadmiernym wzrostem ciśnienia w zbiorniku.


Oprócz tego, że próba funkcjonowania wykazała problemy ze startem agregatu przy ciśnieniu w przewodzie tłocznym, okazało się, że pozystor nie stygnie wystarczająco szybko i nie zawsze jest dość wychłodzony by zewrzeć uzwojenie rozruchowe silnika w agregacie. Z jednej strony ma na to wpływ założona na przyłącze elektryczne agregatu obudowa, która utrudnia chłodzenie go powietrzem, a z drugiej intensywne próby prowadzące do wielu uruchomień agregatu spowodowały jego mocne nagrzania się i prawdopodobnie efekt grzania pozystora przez bolce wystające z agregatu, które są gorące tak jak cały agregat, a na które jest on założony. Tak więc jest nad czym pracować i co poprawiać.

Pierwsze próby pozwoliły także stwierdzić, że odwadniacz na przewodzie tłocznym ma sens, gdyż ilość wychwytywanej przez niego wilgoci jest naprawdę znaczna. Jego brak powodowałby obecność tej wody w kolektorze i zbiorniku, co byłoby zjawiskiem zdecydowanie niekorzystnym. Rozkręcenie zaworu zwrotnego wykazało obecność drobnych kropli wody na uszczelce, czyli już za odwadniaczem, co oznacza, że nie jest on w 100% skuteczny. Decyzja o zakonserwowaniu zbiornika pokostem lniany była w tym układzie jak najbardziej słuszna. Dość sporo wilgoci zamieniającej się w krople zbiera się przed odwadniaczem w przeźroczystym wężu prowadzącym pionowo w górę od króćca do odwadniacza. Być może cześć tej wody cofa się do agregatu. Nie wiem czy jest to na dłuższą metę niekorzystne, na razie nie traktuję tego jako wielkiego problemu. Podobnie rzecz się ma w przypadku ewentualnego plucia przez agregat olejem - pionowy wąż powinien powodować jego wracanie do agregatu, czyli ograniczyć jego utratę, a co za tym idzie konieczność częstego uzupełniania.

PLAN: 300,00zł
POPRZEDNIO WYDANO: 746,00

TERAZ WYDANO: 4,00zł
--------------------------------------------------
ŁĄCZNIE WYDANO: 750,00zł
PLAN PRZEKROCZONO O: 450,00zł




Pozostałe części relacji:
[1][2][3][4][5][6][7][8][9][10][11][12][13][14][15][16][17][18][19][20][21][22][23][24]

2013-01-10

WARSZTAT - Projekt "Kompresor" [14]

TABLICZKA ZNAMIONOWA BUTLI

Od początku planowałem przenieść część danych fabrycznych z odciętej podstawy na butlę. Chciałem to zrobić przy pomocy farby, ale sprawa byłaby technicznie dość trudna, bo aby wyglądało to estetycznie, trzeba by wykonać odpowiedni szablon i najlepiej użyć aerografu. Byłoby to dość pracochłonne i szczerze mówiąc nie wiem jak poradziłbym sobie z wycięciem takiego szablonu. Wykorzystałem specjalną "maszynkę" do wyciskania naklejek-napisów firmy DYMO, którą parę lat temu kupiłem w Lidlu. Miałem jeszcze akurat czarną taśmę. Myślę, że wyszło to całkiem fajnie i czytelnie.


UCHWYT DO PRZENOSZENIA

Do przykręconych do obudowy kątowników metalowych dociąłem odpowiedniej długości odcinek drewnianego wałka o średnicy 28mm. Po oszlifowaniu papierem ściernym, pomalowałem go lakierobejcą w kolorze orzecha. Bardzo lubię ten rodzaj lakieru, dość głęboko penetruje drewno i tworzy satynową bądź połyskliwą powłokę (przy większej ilości warstw). Przy malowaniu ważne jest, by dobrze rozprowadzić ją pędzlem, bo miejsca gdzie pozostanie grubsza warstwa lakieru, będą ciemniejsze. Na dwóch końcach wbiłem niezbyt głęboko po jednym gwoździu, dzięki czemu mogłem pomalować cały element za pierwszym i zarazem ostatnim razem (za jeden gwóźdź można go powiesić na sznurku, a drugim obracać). Pomalowanie zabezpieczyło drewno przed brudzeniem oraz zdecydowanie podniosło walory estetyczne uchwytu, który tworzy ciekawy, naturalny akcent tej mocno industrialnej konstrukcji.

Otwory wierciłem w wałku po umieszczeniu go we właściwym miejscu między kątownikami i ściśnięciu długim ściskiem stolarskim. Miejsca otworów nie pokrywają się z osią wałka - gdyby się pokrywały, to wystawałby on ponad kątowniki. Tym bardziej pod kątem wytrzymałości znaczenie ma użycie metalowych obejm, zresztą dodatkowe małe wkręty, ustalające pozycję wałka, wkręcane były pawie przy jego powierzchni. Wkręty z łbem sześciokątnym, których użyłem, są dość długie, co także korzystnie wpływa na wytrzymałość. Trzeba było jednak starannie wiercić otwory, by wyszły w miarę równolegle do osi. Sześciokątny gwint gwarantuje bezproblemowe wkręcenie.


DODATKOWY ODWADNIACZ

W kolejnym etapie zamontowałem odwadniacz do obudowy przy pomocy metalowego kątownika oraz długich śrub M3. Wkręciłem do niego na wejściu króciec do podłączenia węża elastycznego, a na wyjściu szybkozłączkę do przewodu pneumatycznego 8mm, oczywiście na taśmie teflonowej. Po raz kolejny wymyślona przeze mnie obudowa umożliwiła mi łatwe wbudowanie w sprężarkę elementu.


PRZEWÓD TŁOCZNY

Wlot i wylot z agregatu tworzą rurki, do których można podłączyć jedynie elastyczne węże zamocowane przy pomocy metalowych obejm ślimakowych. Ktoś posiadający możliwości lutowania mógłby pokusić się przylutowanie jakiejś złączki, ja niestety takich możliwości nie posiadam. Problem generalnie polega na tym, że rurki są gładkie i wąż może się z nich ześlizgiwać, zwłaszcza przy wyższym ciśnieniu. Na razie jedynie oczyściłem je z farby do gołej miedzi drobnym papierem ściernym.

Trochę nie pasował mi kąty pod jakimi wychodziły z agregatu, bo od początku staram się zminimalizować wystawanie czegokolwiek poza obrys obudowy. Rurki są wykonane z miedzi, choć wydaje mi się, że rurka tłoczna jest bimetaliczna, tzn. posiada rdzeń stalowy. Najpierw częściowo wygiąłem rurki przy pomocy niewielkiego młotka delikatnie je nim uderzając w odpowiednim kierunku. Jednak tą metodą nie da się dużo zdziałać, bo rurka zgina się w miejscu utwierdzenia, czyli zaraz przy ściance agregatu, w którą jest wlutowana. Zbyt mocne jej zgięcie może spowodować jakieś pęknięcie skutkujące nieszczelnością, czyli w zasadzie trzeba by szukać nowego agregatu. Metoda, którą zastosowałem, jest prosta i daje oczekiwany efekt. Do gięcia rurek użyłem płaskich kluczy oczkowych. Im większego oczka użyjemy tym kąt gięcia jest łagodniejszy. Aby ładnie ukształtować łuk, można najpierw użyć klucza z większym, a potem z mniejszym oczkiem. Dzięki tej metodzie wygiąłem rurki tak jak chciałem, a przynajmniej rurkę tłoczną, bo nie mam jeszcze papierowego filtra powietrza i nie do końca wiem, jak go umieszczę w obudowie.

Agregat połączyłem wężem elastycznym z odwadniaczem, natomiast przewodem pneumatycznym (o średnicy zewnętrznej 8mm) odwadniacz z zaworem zwrotnym. Od odprężnika do zaworu odpowietrzającego pociągnąłem przewód pneumatyczny 6mm.


ELEKTRYKA - POŁĄCZENIE AGREGATU Z PRESOSTATEM

Na przewodzie zamocowałem odpowiednie końcówki, które dodatkowo zabezpieczyłem osłonkami termokurczliwymi. Połączenie agregatu, pozystora oraz kabla widać dokładnie na zdjęciu. Przewód brązowy - fazowy, przewód niebieski - neutralny, przewód żółto-zielony - ochronny (uziemienie). Drugi koniec kabla podłączyłem do presostatu, przy pomocy jego zacisków (końcówki nie były potrzebne).


Podłączenie kabla elektrycznego do agregatu poprzedziło przygotowanie osłony, którą zrobiłem z małej puszki podtynkowej. Zamocowałem ją do agregatu przy pomocy śruby przykręconej do metalowego elementu, służącego do mocowania oryginalnej obudowy. Z drugiej strony "trzyma" ją przechodzący przez nią kabel, biegnący do presostatu.


W obrysie obudowy zmieściłem także włącznik, który zamocowałem metalowym, dłuższym niż w przypadku odwadniacza, kątownikiem. Włącznik dla wygody umieszczony jest maksymalnie wysoko. Śruby mocujące do kątownika zabezpieczyłem taśmą izolacyjną, bo dotykający śruby kabel spowodowałby pojawienie się napięcia 230V na obudowie (!).


W KOŃCU MOŻLIWE JEST WYKONANIE PIERWSZYCH PRÓB FUNKCJONOWANIA.



Pozostałe części relacji:
[1][2][3][4][5][6][7][8][9][10][11][12][13][14][15][16][17][18][19][20][21][22][23][24]

2013-01-08

WARSZTAT - Projekt "Kompresor" [13]

SKRĘCANIE ARMATURY (cd.)

Armatura ze złączek metalowych składa się z dwóch oddzielnych części. Pierwszą część (kolektor) już wykonałem, teraz wziąłem się za drugą część, która ma umożliwić podłączenie węża aerografu. Aby się nie ograniczać i mieć możliwość wyboru, zdecydowałem się zamontować zarówno zawór odcinający kulowy 1/4", jak i dobrej jakości szybkozłączkę niemieckiej firmy RECTUS. Nie wiem który sposób będzie wygodniejszy, ale dodatkową zaletą takiego rozwiązana jest to, że będę mógł podłączyć równocześnie dwa węże i malować jednocześnie dwoma aerografami z użyciem np. dwóch kolorów farb. Aby podłączyć wąż do sprężarki za pośrednictwem szybkozłaczki, trzeba oczywiście zamontować na niego końcówkę męską. Co do zaworu odcinającego, to wybrałem rozmiar 1/4", bo taki posiadam wąż, ale w sprzedaży dostępne są oczywiście także zawory 1/8". Prawdopodobnie będzie konieczne lekkie dokręcenie nakrętki węża do zaworu kluczem dla uzyskania szczelności. Podłączając węża szybkozłączką takiego problemu nie będzie.


W skład tego odcinka wchodzi reduktor z odwadniaczem, który mocuje armaturę do obudowy za pomocą plastikowej nakrętki na korpus. Drugim elementem mocującym jest metalowa obejma do rur 3/8" (2,49zł/szt.). Oryginalny wkręt został zastąpiony odpowiednio skróconą śrubą (aby jak najmniej wystawała) i zamocowany do obudowy poprzez skontrowanie nakrętek. Takie dość solidne, dwupunktowe mocowanie jest konieczne, aby unieruchomić ten odcinek armatury, poza tym wpinanie węża w gniazdo szybkozłaczki wymaga jednak użycia siły.


MANOMETR

Po dokręceniu do kolektora wszystkich elementów i przymierzeniu całości do obudowy, okazało się, że manometr, który umieściłem z boku presostatu, wystaje w zasadzie w całości poza obrys obudowy. Jest to bardzo niekorzystne, bo mógłby się uszkodzić, a poza tym zahaczając nim o coś, mógłbym np. przekręcić presostat, rozszczelniając kolektor. Postanowiłem go przenieść, zaślepiając otwór korkiem 1/4" (4zł). Manometr zamocowałem do obudowy za pomocą dokupionego małego kątownika (1,69zł), w którym wykonałem otwór. Niestety nie ma innej możliwości jak podłączyć go za pomocą przewodu elastycznego do przewodu łączącego kolektor z reduktorem. W tym celu kupiłem szybkozłaczkę "Y" 8mm (6,50zł) oraz szybkozłączkę na przewód 8mm z gwintem wewnętrznym 1/4" (7zł). Podoba mi się to rozwiązanie, bo manometr dzięki temu jest wyżej, ale wadą jest to, że nie będzie wskazywać ciśnienia w zbiorniku, w przypadku zamknięcia zaworu za presostatem (umieszczenie tego zaworu w tym miejscu miało służyć zamykaniu kolektora w celu szczelnego trzymania powietrza w zbiorniku do następnego użycia, by nie napełniać zbiornika za każdym razem od zera - nie mam zaufania do szczelności szybkozłaczek do przewodów elastycznych, nie wiem jak szczelna jest szybkozłaczka do podpinania węża).


MONTAŻ ZBIORNIKA DO OBUDOWY

W związku z tym, że obudowa okazała się lekko wiotka w kierunku wzdłużnym, po stronie gdzie zostanie zamocowany zbiornik zamontowałem dodatkowo przetłoczony kątownik, który trochę pomógł ją usztywnić (2,49zł). Myślę, że aby zapewnić odpowiednią sztywność ścianki, na której zamontowany będzie zbiornik, względem podstawy, trzeba by użyć kątownika z grubego płaskownika o odpowiednio długich ramionach, zwłaszcza pionowym, jednak taki kątownik sporo waży i ciężko mi było się na takie rozwiązanie zdecydować (sprężarka waży już ponad 10kg).

We wcześniej wykonanych otworach podłużnych umieściłem metalowe opaski ślimakowe. W miejscu styku zbiornika z metalową płytką przykleiłem piankę na dwustronnej, piankowej taśmie montażowej 3M. Pasek pianki został mi po odkręcaniu zaworu z butli przy pomocy obejm - dobrze, że go nie wyrzuciłem, bo znowu musiałbym skrócić żonie matę do ćwiczeń o parę centymetrów :). Zastosowanie w tym miejscu pianki związane jest z tym, że butla w środkowej części ma spoinę obwodową i nie jest płaska, dzięki piance nie uszkadza się też powłoka lakiernicza butli.


Zbiornik oraz dołączony do niego kolektor wraz z pozostałymi częściami udało się zamocować z sukcesem w obudowie. W zasadzie poza koniecznością przeniesienia manometru, wszystko przebiegło tak jak planowałem. Od malowania butli minęło grubo ponad dwa tygodnie, więc farba jest już dobrze utwardzona i dlatego oprócz delikatnych powierzchniowych rysek (głównie od metalowych obejm) jej ciągłość nie została naruszona. Po zamontowaniu zbiornika, zamontowałem także płytkę z reduktorem i drugą częścią armatury. Aby poprawić dostęp do zaworu odcinającego do podłączania węża, obniżyłem trochę płytkę do której jest zamontowany manometr - taka możliwość zmian jest sporą zaletą takiej skręcanej z metalowych łączników obudowy. Na górze dokręciłem dwa kątowniki, które wraz z drewnianym wałkiem stworzą rączkę do przenoszenia sprężarki. Wcześniej napisałem, że zbiornik po dokonanych modyfikacjach wygląda bardzo elegancko, teraz w pełni to potwierdzam, a nawet dodam, że z tymi metalowymi opaskami z nierdzewki wygląda jeszcze lepiej.


PLAN: 300,00zł
POPRZEDNIO WYDANO: 719,50

TERAZ WYDANO: 26,50zł
--------------------------------------------------
ŁĄCZNIE WYDANO: 746,00zł
PLAN PRZEKROCZONO O: 446,00zł




Pozostałe części relacji:
[1][2][3][4][5][6][7][8][9][10][11][12][13][14][15][16][17][18][19][20][21][22][23][24]

2013-01-05

WARSZTAT - Projekt "Kompresor" [12]

SKRĘCANIE ARMATURY

W zasadzie wszystkie części już są, więc w końcu mogę zacząć montaż końcowy. Mimo, że nie sprawia to takiego wrażenia, nic w pudełku nie znalazło się przez przypadek, bo dość mocno się nagłówkowałem w temacie armatury. Oczywiście montaż zweryfikuje pewne założenia - oby obyło się bez wielkich niespodzianek. Na "pierwszy ogień" poszedł kolektor główny, czyli odcinek o większej średnicy, do którego będą dołączone pozostałe elementy. O elementach składowych pisałem w WARSZTAT - Projekt "Kompresor" [7], ale tytułem uzupełnienia dodam, że średnica złączek tworzących kolektor (3/8"), wynika z wielkości gwintu na wyjściu zaworu zwrotnego (najmniejszego jaki udało mi się dostać - dwa gwinty 3/8" + odprężnik 1/8"), redukcja na 1/4" następuje dopiero na wejściu do presostatu.


Taśma teflonowa jest dla mnie nowością, więc najpierw postanowiłem wykonać kilka próbnych połączeń. Trzeba troszkę poćwiczyć, aż dojdzie się do wprawy przy nawijaniu taśmy na gwint zewnętrzny, ale nie jest to sprawa trudna. Należy nawinąć ją dość ciasno, tak aby się nie marszczyła i we właściwym kierunku, tak aby przy wkręcaniu nie odwijała się. Generalnie zasada jest taka, że taśma nawinięta na gwint zewnętrzny, ma na nim w trakcie skręcania być nieruchoma, by wkręcający się gwint wprowadzał ją w złącze. Złączki hydrauliczne mają nawet specjalne nacięcia na gwincie zewnętrznym, ale pneumatyczne takich nacięć nie posiadają, więc staranne, dopasowane nawinięcie ma kluczowe znaczenie. Dodatkowo dobrze jest takim gwintem z nawiniętą taśmą pokręcić, chwytając go w dwa palce, oczywiście we właściwym kierunku, by taśma dobrze się do gwintu dopasowała, nie marszczyła się przy wkręcaniu i aby ułatwić sobie rozpoczęcie wkręcania.

Jeśli chodzi o ilość warstw taśmy, to robiłem trzy, po czym skręcałem do oporu (dość mocno) złączki przy użyciu płaskich kluczy. Problem pojawia się jednak w przypadku łączenia elementów, które mają być skręcone ze sobą pod odpowiednim kątem, a zdarza się to dość często. U mnie ważne było uzyskanie kąta prostego pomiędzy trójnikami, a także odpowiednie ustawienie kolanka (nawet kąt ustawia zaworu zwrotnego ma znaczenie). W przypadku takich połączeń trzy warstwy to może być za mało, bo skręcając pod takim kątem jaki potrzebujemy raczej nigdy nie będzie to skręcenie "do oporu", przez co połączenie będzie zbyt słabo skręcone (może ono być nieszczelne, bądź położenie złączek względem siebie będzie można dość łatwo zmienić, nawet przypadkiem). Złączki powinny być skręcone raz, a porządnie i o ile możemy je później lekko dokręcić, to nawet lekkie odkręcenie powoduje konieczność ponownego nawinięcia "świeżej" taśmy. Z tego co czytałem, są specjalne taśmy teflonowe gwarantujące szczelność przy odkręceniu do 45 stopni, więc utrata szczelności połączenia przy nawet lekkim jego rozkręceniu nie jest moim wymysłem.

Rozwiązaniem problemu jest nawinięcie większej ilości warstw taśmy (4÷5), tak by już od samego początku skręcania wyczuwalny był spory opór. W przypadku łączenia dwóch trójników nyplem (o dwóch gwintach zewnętrznych), skręcałem je równocześnie, gdyż w ten sposób łatwiej było uzyskać właściwy kąt i jednocześnie skręcić oba połączenia równomiernie. Gdybym najpierw mocno wkręcił nypel do jednego trójnika, a potem nakręcał drugi trójnik na nypel, to właściwy kąt mógłbym uzyskać przy zbyt słabym skręceniu drugiego złącza. A dowiedzieć się w trakcie skręcania, że nie da się wykonać jeszcze jednego pełnego obrotu do uzyskania właściwego kąta, skutkuje koniecznością ponownego nawinięcia taśmy. W przypadku skręcania kolanka, które było ostatnim elementem kolektora, właściwy kat oraz mocne skręcenie (zapewniające szczelność) warunkowała odpowiednia ilość nawiniętej taśmy, co udało się osiągnąć chyba dopiero za trzecim razem.

Największe obawy wzbudza u mnie wytoczona złączka do butli, która jest kiepskiej jakości. Taśmę teflonową na gwint stożkowy nawinąłem jako jeden kawałek (spiralnie) i dość grubo, bo im gorszej jakości gwint, tym należy użyć większej ilości taśmy. Powstały na końcu nadmiar uciąłem nożyczkami. Zawór wkręciłem przy użyciu 30-centymetrowego "szweda" tak mocno, jak tylko byłem w stanie trzymając butlę.W przypadku szybkozłączek uszczelnionych oryginalnie o-ringiem, również nawijałem taśmę, ale z uwagi na krótki gwint, przycinałem ją na odpowiednią szerokość przed nawinięciem. Dołączony do kolektora zawór odcinający 3/8" zakończyłem tłumikiem hałasu - będzie on służyć do spuszczania powietrza ze zbiornika oraz ewentualnego odwaniania układu.

Pewną innowacją z mojej strony (choć można to nazwać równie dobrze nadgorliwością), jest zastosowanie uniwersalnej pasty uszczelniającej MULTIPAK. Zdecydowałem się użyć dodatkowo taśmy uszczelniającej w celu większej pewności uzyskania szczelnych połączeń. Po prostu nie wyobrażam sobie demontażu zbiornika wraz z armaturą, w celu doszczelnienia jakiegoś połączenia, w dodatku rozkręcenie pewnych złączy wymaga rozkręcenia innych (kolejność skręcania ma znaczenie). Pasta jest tłusta, co widać po nałożeniu jej na papier (teflon jest odporny na tłuszcze). Ja użyłem jej do natłuszczenia gwintu wewnętrznego w złączu. Natłuszczenie gwintu zewnętrznego powoduje obracanie się na nim nawiniętej taśmy teflonowej, w zasadzie nie da się jej dobrze nawinąć i taśma nie wkręca się w złącze. Nie chodzi o to by pasty było dużo, jej nadmiar wnikał w wycior do czyszczenia aerografu, którym rozprowadzałem pastę po gwincie. Generalnie nie wiedziałem, czy to będzie dobry pomysł, ale próbne złącza wykonane zarówno bez pasty jak i z pastą przekonały mnie do tego. Po wykręceniu widać było, że taśma wkręcona w natłuszczony pastą gwint nie miała żadnych zadarć, ani zaciągnięć. Dodatkowo w moim odczuciu pasta ułatwiała skręcanie zwłaszcza gwintów z dość dużą ilością nawiniętej taśmy. Uważam, że jej wpływ jest pozytywny. Cena: 10,50zł (tubka 50g, UNIPAK, Dania).

MULTIPAK - jasnoszara, nietwardniejąca pasta uszczelniająca, której głównymi składnikami są minerały występujące w naturze oraz olej parafinowy. Pastę stosuje się razem z pakułami lnianymi do uszczelniania połączeń gwintowych w instalacjach gazowych, wody pitnej, CWU, CO, instalacjach pary wodnej, sprężonego powietrza i tym podobnych.


W kolejnym etapie zająłem się wkręcaniem armatury w czwórnik presostatu. Wlot powietrza następuje od dołu z kolanka kolektora. Po bokach zamontowałem zawór bezpieczeństwa, manometr oraz wyprowadzenie powietrza na reduktor (i dalej na aerograf). Montaż manometru o przyłączu 1/8" musiał nastąpić przez redukcję 1/4" na 1/8", ale nie chciał się w nią wkręcić głębiej niż na ~3mm. Przydał się gwintownik z niedawno zakupionego zestawu - dzięki przegwintowaniu udało się wkręcić manometr głębiej, by jak najmniej wystawał. Na manometrze, po zdjęciu dekielka, zaznaczyłem na tarczy nastawę zaworu bezpieczeństwa czerwonym pisakiem niezmazywalnym.

Na wyjściu na reduktor umieściłem zawór odcinający, gdyż nie mam zaufania do szczelności szybkozłączek z przewodami elastycznymi. Zamknięcie tego zaworu mam nadzieję będzie skutecznie utrzymywać ciśnienie w zbiorniku, tak by nie trzeba było za każdym razem napełniać zbiornika od nowa, zwłaszcza przy częstym wykorzystywaniu sprężarki. To także jest jeden z powodów zaplanowania przeze mnie całkowicie metalowego kolektora. Zakładając całkowitą szczelność skręcanych złączy, szczelność dwóch zaworów odcinających oraz zaworu bezpieczeństwa, ewentualnej utraty powietrza mogę spodziewać się jedynie od strony zaworu bezpieczeństwa (gumowa uszczelka). Tyle teorii - jak będzie, to się okaże. Kolektor wraz z presostatem i pozostałymi elementami waży równo jeden kilogram, czyli 10 kg własnie zostało przekroczone.


Wstępne skręcenie całości pokazuje jak wygląda układ magazynująco-rozprowadzający sprężone powietrze. Mnie się bardzo podoba :)


PLAN: 300,00zł
POPRZEDNIO WYDANO: 709
,00zł
TERAZ WYDANO: 10,50zł
--------------------------------------------------
ŁĄCZNIE WYDANO: 719,50zł
PLAN PRZEKROCZONO O: 419,50zł




Pozostałe części relacji:
[1][2][3][4][5][6][7][8][9][10][11][12][13][14][15][16][17][18][19][20][21][22][23][24]