2006-01-31

WARZONE [Flashback] - Nikodemus - zwycięzca III Konkursu Malarskiego Wargamera

FLASHBACK - to cykl postów dotyczących wydarzeń sprzed założenia bloga.

Opublikowano na blogu: 2011-12-20.

Zdjęcia pochodzą z 2006 roku z naszej starej strony internetowej.

Arch Inquisitor Salvatore Nikodemus   (malował: klimoo, grudzień 2005)

2006-01-30

WARZONE [Flashback] - Zdjęcia figurek ze starej strony

FLASHBACK - to cykl postów dotyczących wydarzeń sprzed założenia bloga.

Opublikowano na blogu: 2011-12-19.

Zdjęcia pochodzą z 2006 roku z naszej starej strony internetowej.

High Priestess Amaterasu   (malował: klimoo, marzec 2006)
Mysitc Visionary   (malował: klimoo, listopad 2005, sprzedane)
Assassin   (malował: klimoo, grudzień 2005, sprzedane)
Keeper of the Art / Christos the Repentant  (malował: klimoo, październik 2005, sprzedane)
Cardinal Confessor Dominic   (malował: klimoo, listopad 2005, sprzedane)
Inquisitor Majoris   (malował: klimoo, listopad 2005, sprzedane)
Inquisitor   (malował: klimoo, listopad 2005, sprzedane)
Cults - Acolyte HMG Specialist   (malował: klimoo, listopad 2005, sprzedane)
People's Volunteer Captain   (malował: klimoo, grudzień 2005, dla Pawła "Barry'ego" J.)

2006-01-22

WARZONE [Flashback] - Nieoryginalne wzorniki i żetony - fajne i trwałe

FLASHBACK - to cykl postów dotyczących wydarzeń sprzed założenia bloga.

Opublikowano na blogu: 2011-12-13.


Artykuł pochodzący z 2006 roku z naszej starej strony internetowej 
(po korekcie, ale i tak może być trochę nieaktualny)

Brak oryginalnych wzorników to nie problem, łatwo można je znaleźć w sieci w formie pliku pdf. Czy jednak wydrukowane i wycięte zwykłe kartki z drukarki nadają się do gry ? - moim zdaniem nie. Czy oryginalne wzorniki nadają się do gry? - moim zdaniem średnio - są cienkie i mało sztywne. Na pewno wydrukowane wzorniki trzeba jeszcze podkleić tekturą. Ja, oprócz tego, poszedłem krok dalej... 
 
Potrzebne rzeczy:
  • tektura przynajmniej grubości 1mm (ja taką polecam),
  • klej kontaktowy typu butapren,
  • folia samoprzylepna - przezroczysta (np. ORACAL Serie 8300 Transparent - ok. 12,00 PLN za metr kw.) oraz dowolna inna na rewersy - do nabycia w firmach wykonujących szyldy, bannery, etc. - często prowadzą one sprzedaż folii lub grzecznościowo sprzedadzą kawałek,
  • czarny marker do zaczernienia krawędzi wzorników,
  • nóż do tapet, nożyczki oraz jakaś podkładka do cięcia

Wzorniki proponuję wydrukować na grubszym papierze, ale można oczywiście na normalnych kartkach. Przez grubszy papier na pewno nie będzie prześwitywać szara tektura. Po wydrukowaniu wzorników i przygotowaniu odpowiedniej ilości tektury, przystępujemy do klejenia. Klejenie klejami typu butapren polega na posmarowaniu obu klejonych części, odczekaniu paru minut i silnym dociśnięciu klejonych elementów na całej powierzchni. Ważne by klej rozprowadzić dokładnie i równomiernie po, zaznaczonym ołówkiem na tekturze, obrysie wyciętego z nadmiarem wzornika. Lepiej posmarować większą ilością kleju i trochę dłużej odczekać przed złączeniem papieru z tekturą, niż posmarować za mało i mieć potem nieprzyklejone miejsca. Osobiście polecam polski Butapren, Henkel Moment Kraftkleber, mimo że jest popularnym ze względu na firmę, klejem tego samego typu, to jest droższy i po prostu gorszy (bardzo szybko przysycha - nie da się równomiernie rozprowadzić, a powtórne nakładanie go w słabiej posmarowane miejsca tworzy "gluty", klejąc nim trzeba dojść do wprawy). Kleje te należą do śmierdzących i szkodliwych, ważna jest dobra wentylacja. Po przyklejeniu wszystkich wzorników i żetonów, przekładamy arkusze pojedynczymi kartkami papieru (by się nie skleiły ze sobą) i przyciskamy książkami. Najlepiej poczekać do następnego dnia z dalszą pracą, choć nie jest to konieczne.

Po całkowitym wyschnięciu kleju należy wyciąć wzorniki. Proste linie najlepiej wyciąć nożem do tapet, łuki - nożyczkami. By łuki były bardziej regularne można przeszlifować je drobnym papierem ściernym. We wzornikach miotaczy ognia dobrze jest ostry koniec wzornika przyciąć w poprzek, tak by utworzyć jedno milimetrową krawędź prostopadłą do osi wzornika. Ten zabieg sprawi, że nic niepożądanego w tym miejscu nie będzie się działo. By wzorniki wyglądały ładniej, można zaczernić ich krawędzie markerem. Kładziemy wzornik na kartce papieru, dociskamy go i po obwodzie obrysowujemy pisakiem. Czynność należy powtórzyć dla drugiej strony. Ewentualne niezamalowane miejsca poprawiamy "w powietrzu". Czynność ta ryzykowna, gdyż świeży marker, mocno nasączony tuszem, może bardziej zaszkodzić, niż pomóc. Czarna jest nie tylko krawędź, ale także powierzchnia wzornika - tusz wsiąka intensywnie w papier oraz tekturę i tworzą się jedno-dwu milimetrowe czarne "wżery", wyglądające paskudnie. Trzeba trochę poeksperymentować z markerami znalezionymi w szufladzie i wybrać odpowiedni (nie za "świeży").

Tak przygotowane wzorniki oklejamy folią. Wycinamy odpowiednio duży kawałek folii. Przyklejanie nie jest skomplikowaną czynnością. Kleimy do papieru, więc nie będzie problemu z pęcherzykami powietrza. Trzeba uważać, by zmieścić się wzornikiem w wyciętym kawałku folii. Jak to zrobić ilustrują zdjęcia od 4 do 7. Nadmiar folii obcinamy nożyczkami uważając, by nie obciąć wzornika. Folię proponuję przykleić także z drugiej strony. Usztywni to wzornik, zapobiegnie jego zbytniej falistości i sprawi, że będzie wyglądał estetycznie i będzie miły w dotyku. Kolor według uznania. Można oczywiście użyć bezbarwnej folii, ale nie zamaskuje to szaro-burego brzydkiego koloru tektury. Ponowne obcięcie nadmiaru folii kończy pracę.

Żetony oklejamy folią analogicznie jak wzorniki. Robimy to jednak z dwóch stron i przed wycinaniem. By szybko uporać się z tym zajęciem, proponuję najpierw pociąć nożem arkusz żetonów na paski, a potem nożyczkami docinać kolejne żetony. Ilustruje to zdjęcie nr 8.

Takie wykonanie wzorników i żetonów jest pracochłonne. Uzyskany efekt na pewno rekompensuje poświęcony czas. Folia sprawia, że nie mamy bezpośredniego kontaktu z wydrukiem, wzorniki są bardziej elastyczne niż te wykonane z samej tektury, co zapobiega nieładnym załamaniom na tekturze w przypadku zgięcia i miłe w dotyku. Tak wykonane wzorniki i żetony na pewno długo posłużą. Do przechowywania i transportu wzorników polecam torby foliowe typu ZIP-BAG, żetony lepiej trzyma się w pudełku razem z kostkami.

badjaq
22.01.2006

PS.
Wzorniki służą mi do dziś, okazały się naprawdę trwałe, a z żetonów zrezygnowałem na rzecz szpilek z różnokolorowymi kulkami średnicy 6mm na końcu.
Aktualnie rozważyłbym wykonanie wzorników z białego polistyrenu.

2006-01-20

WARSZTAT [Flashback] - Rozwiercanie luf karabinów

FLASHBACK - to cykl postów dotyczących wydarzeń sprzed założenia bloga.

Opublikowano na blogu: 2011-12-16.

Artykuł pochodzący z 2006 roku z naszej starej strony internetowej 
(po korekcie, ale i tak może być trochę nieaktualny)

Czy figurka może wyglądać realniej? - pewnie każdy kiedyś się nad tym zastanawiał. Widziałem ładnie pomalowane figurki, ale zawsze czegoś im brakowało... Nigdy nie widziałem by ktoś rozwiercił lufę karabinu - czemu by nie spróbować? Jak się okazało, wcale nie jest to takie trudne. Nie wiem, czy pomysł jest nowy. Opiszę go, bo moim zdaniem to ciekawy, efektowny i naprawdę prosty sposób na podniesienie walorów estetycznych figurki.
 
Potrzebne rzeczy (poziom podstawowy):
  • wiertarka z elektroniczną regulacją obrotów, np. BOSCH Electronic,
  • wiertła o małych średnicach (1,0 i 2,0 mm),
  • drobny papier ścierny (600, 800 lub najlepiej 1000).
Potrzebne rzeczy (poziom zaawansowany):
  • futerko do wkrętaka akumulatorowego (uchwyt od 0,5 do 6,5 mm),
  • wiertła od 0,5 do 0,9 mm,
Nawiercanie najwygodniej wykonuje się na biurku lub stole. Do wiertarki mocujemy wiertło 1mm. Przy tak małej średnicy należy wykonać tą czynność dokładnie, bo jest to prawdopodobnie najmniejsze wiertło jakie można zamocować w zwykłej wiertarce. Możliwe że dałoby się zamocować wiertło 0,9 lub 0,8, ale nie da się tego przewidzieć. Po zamocowaniu wiertła warto włączyć na chwilę wiertarkę i zobaczyć czy wiertło nie bije z powodu złego zamocowania. Powodem bicia może także być skrzywienie wiertła - takie wiertło do niczego się nie nadaje, gdyż nie będzie możliwe precyzyjne nawiercenie otworu. Kolejnym krokiem jest położenie wiertarki bokiem na stole. Przesuwając wiertarkę przód-tył, ewentualnie lekko kołysząc na boki, trzeba znaleźć stabilną pozycję, by za bardzo się nie trzęsła w czasie wiercenia. Następnie trzeba ułożyć kilka cienkich książek (może być jedna gruba, ale z kilku cienkich łatwiej uzyskać pożądaną wysokość), w taki sposób, by wiertło przesuwane w stabilnej, bocznej pozycji wiertarki, znajdowało się nad książkami ok. 2-6 mm. Zależy to także od konkretnej figurki, najlepiej, jeśli można przyłożyć karabin do książki - wtedy wiertło powinno być zaraz nad książkami. Generalnie chodzi o to, by wiertarka poruszała się stabilnie po stole, a figurka leżała na książkach trzymana ręką oraz tak by lufa i wiertło były w jednej osi. Ilustruje to zdjęcie nr. 3. 

Ustawiamy ograniczenie obrotów do minimum. Wiertarka z płynną regulacją umożliwia pracę na niskich obrotach, a także pracę pulsacyjną, wystarczy króciutkie, płytkie naciśnięcie, by uzyskać obrót, lub dwa. I właśnie początkowa faza wiercenia tak wygląda. Trzeba taką pulsacyjną pracą wiertarki (bez wchodzenia nawet na te minimalne, ustawione ograniczeniem obroty) nawiercić centrycznie otwór. Ważne by na początku się nie spieszyć. Przy nawiercaniu jeszcze możemy skorygować położenie otworu. Gdy wiertło wejdzie już w materiał krawędziami bocznymi to będzie to trudniejsze, ale także możliwe. Nawet gdy okaże się że otwór wyszedł niecentrycznie, to w przypadku niektórych karabinów, zwłaszcza z długim końcem lufy, jak np karabin M-606 (Free Marine z LMG) można doprowadzić do takiej samej grubości ścianki lufy na wylocie, doszlifowując, tam gdzie trzeba, jej zewnętrzną powierzchnię drobnym papierem ściernym. Papier ścierny przyda się także do tego, aby przed nawiercaniem zeszlifować koniec lufy na płasko, gdyż częstą sytuacja w leciwych figurkach jest zaokrąglenie kiedyś ostrych krawędzi. Trzeba papier położyć na stole i przesuwać po nim koniec lufy prostopadle do stołu, aż uzyska się pożądany efekt. Wygodnie tez jest użyć papieru ściernego podklejonego na szerokiej listewce lub deseczce / patyczku od lodów - wtedy nie trzeba kłaść go na stole. Poprawi to końcowy efekt, a także ułatwi nawiercanie, gdyż wiertło nie będzie się ześlizgiwać, po zaokrąglonej krawędzi. Jeśli chodzi o głębokość wiercenia, to w zupełności wystarczają 3-4 mm. Po rozwierceniu lufy polecam użyć wiertła 2mm i obracając nim (ręcznie) ściąć lekko otwór (stępić krawędź otworu). Poprawi to wygląd lufy, nada otworowi "głębi". Ja do tego celu używam wiertła przeznaczonego do mocowania we wkrętaku - wygodnie się nim operuje w rękach. Metal z którego odlewane są figurki jest miękki, wystarczy kilka obrotów, bez zbytniego nacisku osiowego. 

Problemem może być fakt, że w wielu przypadkach wiertło 1mm może okazać za grube. Istnieje wtedy potrzeba użycia wierteł o mniejszej średnicy. W sprzedaży są wiertła o średnicach: 0,5; 0,6; 0,7; 0,8; 0,9 mm. Niestety ich zamocowanie w uchwycie wiertarki jest zwykle problematyczne. Rozwiązaniem tego problemu jest futerko (tak na to się mówi :) ) o zakresie średnic od 0,5 do 6,5 mm, do zamocowania we wkrętaku akumulatorowym. Oczywiście chodzi o to by zamocować je w wiertarce (nie posiadam wkrętaka, bo śruby wkręcam wiertarką, więc nie wiem czy wkrętak nada się do rozwiercania luf, całkiem możliwe że tak). Cena takiego "adaptera" wynosi ok 20 PLN. Nie posiadam go, ale chyba warto w coś takiego się zaopatrzyć. Da to nowe możliwości - często w karabinach są boczne otworki, o małej średnicy, zalane metalem - można to poprawić. Najważniejsze, że umożliwi rozwiercanie małym wiertłami np. luf pistoletów, do których wiertło o średnicy 1mm się nie nadaje. Wadą takiego rozwiązania jest wydłużenie całego układu wiercącego. Lekkie drżenie ręki trzymającej wiertarkę, może skutecznie utrudniać wiercenie otworów o średnicy 0,5 mm (druga ręka trzyma przecież figurkę). Pojawienie się podwójnego mocowania w układzie, może także powodować bicie wiertła. Na zdjęciach poniżej przedstawiam kilka figurek z rozwierconymi lufami broni.

badjaq
20.01.2006


PS.
Aktualnie posiadam wkrętarkę BOSCH GSR 10,8V Li-Ion (rewelacja! - polecam) wraz z futerkiem. Nie próbowałem nią rozwiercać luf, ale pozwala ona bardzo precyzyjnie sterować nawet najmniejszymi obrotami (precyzyjniej niż wiertarka), no i jest mniejsza i lżejsza. Niestety układ z futerkiem do wierteł jest mało sztywny, prawdopodobnie wiertarko-wkrętarka, która takiego futerka nie potrzebuje sprawdziłaby się lepiej, ale nie wiem jakiej najmniejszej średnicy wiertło da się w niej zamocować. Jest jeszcze możliwość spróbowania wierteł do multiszlifierek o średnicy trzpienia 3,2mm, ale tam z kolei najniższe obroty to 3 do 10 tyś. obr. w zależności od producenta szlifierki - trudno powiedzieć, czy da się centrycznie wywiercić otwór w lufie z tą prędkością, może ręczne napunktowanie coś by pomogło...

2006-01-19

MAKIETY [Flashback] - Żwirek do makiety i podstawek

FLASHBACK - to cykl postów dotyczących wydarzeń sprzed założenia bloga.

Opublikowano na blogu: 2011-12-17.

Artykuł pochodzący z 2006 roku z naszej starej strony internetowej 
(po korekcie, ale i tak może być trochę nieaktualny)

Przy wykonywaniu makiet, na pewno pojawi się potrzeba użycia żwiru, gdyż piasek bywa po prostu za drobny do niektórych zastosowań. Niestety żwirek, jaki można nabyć, często nie spełnia oczekiwań. Jest za gruby, albo różnice między ziarnami o największej i najmniejszej średnicy są zbyt duże. Pojawia się potrzeba ujednolicenia rozmiaru ziaren. U mnie akurat zaistniałą wtedy, gdy chciałem opracować sobie jakąś dobrą metodę wykańczania podstawek figurek. Chciałem by były trwałe, aby ewentualne transportowanie ich np. na turniej, nie uszkadzało ich. W związku z tym wszelkiego rodzaju posypki modelarskie oraz trawy elektrostatyczne odpadły na starcie. Zwykły piasek jest zbyt drobny, efekt jaki można przy jego pomocy uzyskać jest niezadowalający, zupełnie nie odpowiada skali figurki (28mm). Dlatego potrzebowałem drobnego żwirku. Najdrobniejszy żwir w sklepie zoologicznym nadal był za gruby. Postanowiłem, domowym sposobem, z tym sobie poradzić. Jest to jednak zajęcie czasochłonne, jedno popołudnie raczej nie wystarczy. 

Potrzebne rzeczy:
  • drobny żwir akwarystyczny (do kupienia w sklepie zoologicznym),
  • prostokątne (łatwiej trzymać w ręce) i możliwie sztywne pudełko po margarynie,
  • siatka ścierna do szlifowania gładzi gipsowej o oznaczeniu 150 lub innym w/g potrzeb (do kupienia w sklepie z artykułami budowlanymi), 
  • klej dwuskładnikowy (np. Poxipol),
  • miski i pojemniki odpowiednich rozmiarów.

Żwir kupuje się w worku z grubej folii o pojemności około dwóch litrów. Jest on mokry i zanieczyszczony. Całą zawartość worka należy wsypać do miski i płukać prysznicem aż do usunięcia zanieczyszczeń. Z reguły są to jakieś drobne kawałki roślin, więc zaczynają one unosić się w wodzie. Żwir jest ciężki, mimo że kotłuje się w misce od strumienia wody z prysznica, to opada na dno. Gdy miska napełni się wodą, trzeba ją przechylić by usunąć wodę z pływającymi w niej paprochami. Można też płukać żwir w przechylonej misce, wtedy woda niejako automatycznie wypływa z miski, zabierając z sobą paprochy. Żwir trzeba mieszać dodatkowo ręką, by wszystko co niepożądane uwolniło się spod spodu.

Oczyszczony żwirek jest teraz na pewno bardziej mokry niż po wysypaniu z worka. Nie da się z nim nic robić, dopóki nie wyschnie. Można go wysypać na jakąś dużą tacę lub coś podobnego i równomiernie po niej rozprowadzić. Niestety czas schnięcia wynosiłby tym sposobem parę dni. Dużo szybszym rozwiązaniem jest wysypanie go na blachę z piekarnika. Przed wysypaniem warto wyłożyć ją jedną warstwą folii aluminiowej, bo jednak blacha miewa kontakt z żywnością. Zawartość dwulitrowego worka żwiru nie zmieści się na jedną blachę. Nie wszystkie piekarniki posiadają dwie, więc w takim przypadku suszenie trzeba rozłożyć na dwa razy. Temperatura powinna wynosić w granicach 60-90 stopni. Można ją na jakiś czas jeszcze trochę podnieść w końcowym etapie, w celu zdezynfekowania żwiru. Ma to sens, gdyż żwir zwykle wyławiany jest z rzeki, a wiadomo co w naszych rzekach może pływać. Termoobieg odpada, gdyż podeschły żwir zaczyna latać po piekarniku - istnieje groźba dostania się żwiru w okolicę wentylatora, za tylną ściankę. Nie ma jak potem go stamtąd usunąć i będzie się tłukł przy włączonym termoobiegu lub go uszkodzi. Proponuję górną grzałkę. Co jakiś czas trzeba otworzyć piekarnik, żeby usunąć skondensowaną parę. Dobrze jest uruchomić suszenie wieczorem, po ok. dwóch godzinach grzania i otwierania co jakiś czas na chwilę drzwi w celu wymiany powietrza w środku, można spokojnie zostawić zamknięty i nagrzany (ale wyłączony) piekarnik na noc. Rano żwir powinien być już suchy.

Gdy dysponuje się już oczyszczonym i wysuszonym żwirkiem, można spróbować dostosować go do swoich potrzeb. Ja potrzebowałem uzyskać z niego drobny sort do wykańczania podstawek. Próbowałem przesiewać żwir przez sito przemysłowe z przesiewacza, które daje uziarnienie maks. 1mm, ale efekty były niezadowalające. Uzyskałem bardzo drobną frakcję, porównywalną do grubego piasku. Poza tym uzysk był bardzo niewielki - mało tak drobnych ziaren było w żwirze, który kupiłem. Postanowiłem coś wymyślić. Potrzebowałem czegoś z większymi oczkami. Sitka kuchenne odpadają, bo mają zbyt drobne oczka, poza tym sitko jest do żywności. Wśród wielu moich szpejów znalazłem nową siatkę do szlifowania gładzi gipsowej pozostałą po którymś tam remoncie. Oczka wydały się odpowiednie. Miała oznaczenie 150. Trzeba było tylko zrobić z tego jakieś sitko. Przydatne okazało się pudełko od margaryny. Trzeba wyciąć dno tak, by został zapas na przyklejenie siatki. Dociąć należy także siatkę na wymiar dna. Najodpowiedniejszy do przyklejenia siatki okazał się Poxipol, którego trzeba dość dużo nałożyć na rant od wewnątrz pudełka, tak by po dociśnięciu siatki, wypłynął przez szczeliny i mocno przykleił siatkę, na której będzie przecież nielekki żwirek. Całość najlepiej kleić na jakiejś kartce, gdyż siatkę trzeba dociskać 10 minut, a kleju jest nadmiar i wypływa także w kierunku wyciętego otworu. Dociskać można ręcznie lub położyć coś płaskiego i ciężkiego na siatce, o rozmiarach mniejszych niż otwór o co najmniej 1 cm, żeby się nie przykleiło. Po wyschnięciu kartkę należy oderwać. Sitko jest gotowe do użycia.

Przesiewanie jest zajęciem czasochłonnym i nudnym, najlepiej robić to w okolicach telewizora. Radzę nie napełniać całego sitka, najlepiej wsypać warstwę grubości ok. 1-2 cm. Nasypanie zbyt dużej ilości wcale nie przyspieszy tej czynności, małym ziarnom będzie trudniej dostać się na dno i przejść przez sitko. Uzyska się mniej małej frakcji, a gruba będzie znacznie zanieczyszczona drobnymi ziarnami. Przesiewa się najlepiej od razu do jakiegoś pojemnika, dopóki jeszcze coś leci w rozsądnej ilości. To co zostało w sitku wsypujemy do innego pojemnika. Przesiewać trzeba energicznie, ale na tyle ostrożnie, by grube ziarna z sitka nie wypadły górą do drobnych (przesianych) i nie zniweczyły tak pracochłonnego zajęcia. Wysokie ścianki pudełka po margarynie częściowo przed tym zabezpieczają. Co jakiś czas sitko się zapycha i jego wydajność wyraźnie spada. Trzeba je odwrócić i nad pojemnikiem z przesianym grubym żwirkiem postukać palcem lub przejechać nim po powierzchni sitka by ziarna tkwiące w otworach wypadły. Ważne żeby robić to nad pojemnikiem z już przesianym ziarnem, bo te ziarna mają taką dziwną własność, że zawsze zapychają oczka, a nigdy przez nie nie przejdą. Dodanie ich do nieprzesianego jeszcze żwiru i próba ponownego ich przesiania z nową porcją, potęguje efekt zapychania.

Uzyskany efekt bardzo mnie zadowolił. Otrzymałem dokładnie taką frakcję żwirku, jakiej potrzebowałem. Z jednego worka otrzymałem dwa rodzaje: gruby i drobny. Oczywiście nie trzeba przesiewać całości - wtedy ma się trzy sorty, dwa w miarę jednorodne oraz jeden urozmaicony. Ja przesiałem cały worek i uzyskałem 40% grubego żwiru i 60% drobnego. Efekty przesiewania zależą od tego jaki będzie kupiony żwir. Można mieć na nie wpływ poprzez dobór rozmiaru siatki do szlifowania, użytej jako sitko, a jest jej kilka rodzajów.

badjaq
19.01.2006